wtorek, 30 grudnia 2008
sobota, 20 września 2008
wtorek, 2 września 2008
Żółć

Drodzy Polacy!
Nie byłem nigdy we Francji, ale czytałem o Francji. Nie znam tak dobrze francuskiego, ale mogę się zaliczyć do tych 2% społeczeństwa, które ów język romański znają. Francuzi wiedzą co to kultura narodowa, Polscy intelektualiści, choć pozostała ich garstka też wiedzą aczkolwiek czasem wydaje mi się, że wybiórczo. Paryż ma Luwr, Pałac Luksemburski, Centrum Pompidou, Muzeum Historii Naturalnej, Muzeum d'Orsay, Wresal itd. Warszawa ma Muzeum Narodowe, Zachętę, CSW Zamek Ujazdowski i Muzeum Etnograficzne. Jednakże warszawskie obiekty ekspozycyjne mają się nijak choćby razem mocą złączone do Luwru. Trzecie pokolenie pracowników Muzeum Narodowego w Warszawie, czeka już z pewnym zażenowaniem na NOWY OBIEKT DO EKSPOZYCJI. Nowy obiekt to ekspozycji dzieł to taka przestrzeń (duża) gdzie można by było bez żadnego wstydu przed obcokrajowcem pokazać to co mamy najlepsze lub to co jest nasze. To nasze nazywa się Dobrem Narodowym. Dobro Narodowe ma wartość zerową. Czyli bezcenną. Muzeum Polakom kojarzy się źle. Muzeom rozgrzesza się gdy mają swoje święto raz w roku w porze wiosennej. Potem znów wraca "efekt pustej sali". We Francji- mierzmy się z najlepszymi- kultura narodowa to skarb wpajany od kołyski. Ludwik XIV, XV, XVI, XVII-nie było, XVIII-kongres wiedeński 1815, był, itd. Napoleon III i dalej i dalej Ci mężowie i ich żony, kuzyni, kuzynki i dzieci obcowały ze sztuką od chwili poczęcia. Nie zmienimy naszej polskiej kultury ba! nie zmienimy nawet mentalności, ale możemy zmienić nawyki. Dawno temu w latach 70-tych lub 80-tych bodajże, Polacy zrzucili się każdy dał po "dyszce" i po "piątaku" i mamy Zachętę po dziś dzień. Mimo, że przodkom udało zbudować tylko jedno skrzydło, drugie po wojnie, to chodzi przede wszystkim o "czyn" o "gest" o "akt świadomości społecznej".
Po II wojnie światowej czyli od 1945 roku aż do 2008 roku Polacy nie zrobili nic by zmienić ów nawyk. Nie zbudowali godnego miejsca by z pełną świadomością czasów i historii, signum tempum, zbudować coś co encyklopedycznie nazywa się "muzeum". W wyniku działalności pojedynczych osób, jednostek, udało się w 2005 roku powołać do życia projekt budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Minęły trzy lata Muzeum nadal nie ma. Wygrał projekt, który zwyciężył jednym głosem, a który wywołał szereg dyskusji. To dziwne bo ta dyskusja nie odbiła się w żadnym poważnym tekście krytycznym, to dowód na to, że w Polsce
nie istnieje tzw. "krytyka architektury". Złośliwi uznali, że obiekt przypomina "dom handlowy" lub "galerię handlową". Dla mnie to świetny żart, Polak pomyśli że to naprawdę miejsce handlu pójdzie tam przypadkiem i się zdziwi i może tam zostanie.W 2008 roku otwarto CSW "Znaki czasu" w Toruniu. Realizacja architektoniczna słaba, to rzekome nawiązanie do toruńskiego gotyku "czerwono-glastego". Mimo wielu zarzutów w oszklonej części widać dzikie i niepewne nawiązanie do pomnika międzynarodówki Tatlina.
Czekam na Muzeum. Czekam z utęsknieniem na świadomość sztuki, dziejów i aktualności życia, którą mieli ludzie z XIX wieku. Nie wierzę, że teraz mamy dekadentyzm.
środa, 9 lipca 2008
Północna melancholia- szkic subiektywny.
Medycyna od czasów starożytnych po późną nowożytność wierzyła w istnienie czterech płynów będących wewnątrz ciała człowieka. Były one odpowiedzialne za homeostazę w organizmie człowieka. Galen, grecki medyk uważał, że cztery humory przypisane są różnym miejscom w przestrzeni ciała a ich proporcje konstytuują określony temperament: krew znajdowała się w sercu i żyłach (gorąc i wilgoć)- sangwiniczny, flegma powstawała w mózgu (zimno i wilgo
ć)- flegmatyczny, żółć zwykła, czyli żółta, brała się z wątroby (gorąc i i suchość)- choleryczny, a czarna ze śledziony (zimno i suchość)- melancholijny.
Pierwszym znanym nam melancholikiem był Bellerofon o którym wzmiankuje w Iliadzie Homer: Ale gdy wszyscy bogowie tamtego znienawidzili/ Zaczął się biedak wałęsać sam wśród Alejskiej równiny/ Z sercem zgryzotą przeżartym, stroniący od wszystkich ludzi. Hipokrates w Aforyzmach tak pisze o tym zjawisku: Gdy lęk i smutek utrzymują się przez długi okres, mamy do czynienia ze stanem melancholii.
Choć dzisiaj tę zamierzchłą wiedzę o ludzkich humorach wyparła współczesna psychologia traktując ją z dużym dystansem jako ciekawostkę historyczną, to okazuje się iż wiedza
starożytnych wpłynęła twórczo na wiele rodzajów sztuk. Ból metafizyczny, ból istnienia zwany melancholią Arystoteles uważał za stan geniuszu, to właśnie w akcie jego przeżywania rodziły się niezwykłe, genialne pomysły i idee. Wyłączył on melancholię z patologii, gdyż widział ją raczej jako krańcowy stan natury ludzkiej, jako naturalny kryzys, odsłaniający w ten sposób prawdę o istocie człowieka. Melancholik byłby więc geniuszem. Ta koncepcja fascynuje oczywiście współczesnych filozofów. W skrócie myśl ta wyglądałaby następująco: depresja warunkuje myśl, filozofię, genialność1. Sztuka nowożytna i jej związki z neoplatońską filozofią ustanowiły symboliczną relację między melancholią i kosmosem: Saturn (niger solis) zostaje planetą melancholii. Melancholia I Durera (1514) będzie słynnym owocem tego nurtu, którego znaczenie do dziś nie wyjaśniono całkowicie.
W średniowieczu cztery temperamenty chętnie odnoszono do innych występujących poczwórnie grup, ikonograficznych tetralogii (gr. tetra-'cztery'), np. do czterech żywiołów, stron świata, wiatrów, pór roku, okresów życia człowieka. Goethe w eseju pt. Z mojego życia. Zmyślenie i prawda analizuje niesmak życia i definiuje go jako problem dotyczący uczestnictwa w rytmie natury: Wszelki urok życia polega na cykliczności zjawisk zewnętrznych. Następowanie po sobie dnia i nocy, pór roku, kwiatów i owoców, wszystkiego, co pojawia się o stałych porach, z czego możemy i winniśmy czerpać przyjemność, oto prawdziwe siły napędowe życia ziemskiego. Im bardziej otwieramy się na te przyjemności, tym bardziej czujemy się szczęśliwi, lecz jeśli gama tych zjawisk toczy się przed naszymi oczyma, a my w nich nie uczestniczymy, nie jesteśmy wyczuleni na ich słodkie pokusy, rodzi się najgorsze cierpienie, najpoważniejsza choroba: uznajmy życie za odpychający ciężar2.
Kilka lat temu przy okazji kolejnej już edycji weneckiego biennale zaprezentowali się artyści reprezentujący swój narodowy pawilon. (Można się spierać czy tradycja artystyczna i prestiż Biennale w Wenecji to już przeszłość i mamy do czynienia z „festiwalem sztuki” czy też wciąż Biennale ma charakter reprezentatywny i emanuje na cały artystyczny świat przeszczepiaj
ąc tendencje i formy artystycznego wyrazu. Wydarzenie to w dalszym ciągu jednak posiada element różnorodności, każdy może doznać wśród nieskończonej ilości prac jakiegoś olśnienia czy przeżycia estetycznego). W 2005 roku pawilon islandzki reprezentowała kilku częściowa praca Gabríeli Fridriksdóttir. Oglądamy raz sesję z kartami, jakby tarota, innym razem wydobywanie jakiegoś pożywienia od stwora żyjącego w ziemi, walkę między stworami z siana a postacią w kostiumie przypominającym Kybele, rodzącą jakiegoś potwora umazanego w śluzie, który następnie pojawia się w sali, w której odbywa się koncert dziwnej kapeli, a siedzący tam mężczyzna wykrwawia się na czarno. Są bardzo dopracowane, jeśli idzie o kostium, rekwizyty i scenografię, a także sam klimat – nie do końca zrozumiała, surrealizująca akcja, momenty raz odrzucające a raz zachwycające. Być może wynika to z sugestii narodowością artystki, ale miało się wrażenie, że oglądane historie stanowią ilustracje mitów Północy albo mocno czerpią z nieznanego repertuaru postaci i wydarzeń. Być może to jednak wyobraźnia twórczyni sama powołała do życia tych dziwnych bohaterów i ich dzieje3.
Interesującym z punktu widzenia badań nad melancholią jest warstwa muzyczna tego projektu. Na wydanej w ograniczonej ilości egzemplarzy płycie znajduje się utwór pt. North. Ta muzyczna kompozycja oparta na konstrukcji repetytywnej z dominującym głosem islandzkiej wokalistki Bjork, jest pełna bólu, niepokoju i rozpaczy. Wyraża ona narastający melodycznie strach wobec zła, które nas nęka, a które tkwi wewnątrz. Poza głosowym
powtarzalnym punktem ciężkości słyszymy dźwięki dziwnie obce, będące poza znanym nam światem, rzeczywistością. Ból wyłaniający się z utworu można powiązać z tym co pisał Baudelaire: Zło, które nas nęka, nie znajduje się w miejscach, gdzie przebywamy, znajduje się w nas: jesteśmy bez siły, by znosić cokolwiek, niezdolni cierpieć bólu, nie potrafiący korzystać z przyjemności, bez cierpliwości do wszystkiego. Północ kojarzona była z melancholią dowodem na to jest ksylograf Durera z alegorią filozofii gdzie w lewym dolnym rogu wyobrażony został wiatr północny- Boreasz najbardziej zimny, burzliwy i groźny. Pod głową bóstwa widnieje napis melancholicus. Bogata w symbolikę rycina jest najpewniej wyrazem fascynacji niemieckiego mistrza hermetyczną ezoteryką, w której swobodnie połączone zostały figury retoryczne przedstawionych myślicieli pochodzących z różnych stron świata wpisanych w tonda.
1Cyt: J. Kristieva, Przepaście duszy, [w:] „Miesięcznik Odra”, nr 4, 2008, s. 53.
2J. Starobinsky, Melancholia w ogrodzie greckich korzeni, [w:] „Miesięcznik Odra”, nr 4, 2008, s. 60.
3A. Bielwska, P. Kowalik, 51. Biennale w Wenecji - przegląd pawilonów narodowych,
Dostęp 9 lipca 2008, http://www.sekcja.org/miesiecznik.php?id_artykulu=66







